Err: Connection timed out [110] Ludwik C. Siadlak :: blog » projekty

Archiwa dla 'projekty' Category

Po 4 miesiącach przerwy

Uwaga. Ten wpis odbiega tematycznie od tych, które z reguły się tutaj znajdują. Dotyczy osobistych przemyśleń.

Niektórzy z Was już widać mocno stęsknili się za (rzadkimi) wpisami na tym blogu, bo dostałem kilka maili z pytaniami dlaczego kolejne się nie pojawiają.

Otóż spieszę z wyjaśnieniem. Ostatnie 4 miesiące stały pod znakiem offline’owego rozwoju. Dziesiątki przeczytanych książek, kilkanaście szkoleń i spotkań z bardzo ciekawymi ludźmi. (Pierwszy wniosek: Za firewallem też można się dobrze zabawić!).

Ostatni miesiąc natomiast spędziłem w trybie stricte edukcyjnym - jednak sesja to sesja. Tutaj również pojawiło się parę nowości. Rozpocząłem kilka nowych projektów (więcej o nich już wkrótce!) oraz zdecydowałem, że w tym roku udam się na urlop dziekański na mojej alma mater, a w międzyczasie napiszę pracę dyplomową na UJ.

Najbliższy rok “akademicki” będzie inwestycją w rozkręcenie firmy i progress w kilku innych zarówno zawodowych jak i prywatnych projektach. Niemniej, punkt “blogging on regular basis” znajduje się na liście moich noworocznych postanowień, wobec czego możecie spodziewać się kolejnych wpisów. I z pewnością będą bardziej typowe dla tego bloga niż ten (dwusetny, nomen-omen), który niniejszym kończę. :)

Tip: Jak zaczynasz dzień?

Wschód słońca - digitalphoto.pl

Będzie krótko, zwięźle i na temat. Pracując niezmiennie nad podnoszeniem produktywności swojej pracy zacząłem się zastanawiać nad jej ścisłymi fundamentami. Od lat mówi się o tym, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia i bez niego nie można zacząć pracy na pełnych obrotach. Śniadanie - OK, ale co przed nim? Będąc ostatnio w górach, podczas rozmowy z pewnym doktorem medycyny manualnej skontrastowaliśmy dwa przykłady spędzania poranków: ludzki i zwierzęcy.
Przykładowy dzień większości z nas zaczyna się w ten sposób: budzik, toaleta, śniadanie i wymarsz do pracy (kwestia śniadania oczywiście jest kwestią gustu, pozostałe są raczej stałe :) ). Teraz przykład zwierzęcy, niech będzie to np. sarna. Kto nie ogląda Animal Planet, a widział chociaż raz w życiu bajkę Bambi wie, że żadne leśne zwierze nie zacznie śniadania, bez porządnego rozciągnięcia zastanych przez noc mięśni.
Brak tych kilku minut porannej “rozgrzewki” to spadek produktywności o 30-50%. A skoro niewielu z nas to robi, to wprowadzenie takiego zwyczaju oznacza znaczny jej wzrost. Spróbuj i zobacz jak będziesz się czuć przez resztę dnia! :)
Czytaj dalej »

Be right back!

OxfordOstatnio mała przerwa w blogowaniu. Przerwa wynika z kilku czynników, jak np. z rozpoczętego Unitu 1 na Uczelni, który wymaga napisania kilku esejów na “dzień dobry”. Nawiasem mówiąc jest to pierwsza uczelnia, która wymaga włożenia prawdziwej pracy w naukę, a nie tylko obecności na zajęciach. Spotyka mnie to pierwszy raz w mojej formalnej edukacji. :)

Drugi czynnik to na pewno zbliżające się wybory, a jako, że jestem bardzo nieodporny na kłamstwa wyznawców Kaczyzmu - za bardzo się denerwuję i wolę przemilczeć ten okres :)

CzLUG logo Niemniej mam już kilka serwisów Web2.0 i spraw, które chcę opisać na łamach tego bloga. CzLUG (którego zostałem sekretarzem, podczas ostatniego Walnego Zebrania) ma obecnie w planach dynamiczny rozwój i kilka konferencji. Wszystkie będę tutaj relacjonował i podsumowywał.

Część z Was pewnie już zauważyła, że ostatnio bloguję częściej (pomijając ostatnią ciszę) na swoim anglojęzycznym blogu Scripta manent. Nie tłumaczę wpisów ani w jedną, ani w drugą stronę. Branża IT ma to do siebie, że wszyscy znają angielski, więc nie widzę potrzeby dublowania treści. Na razie różnica tematyczna nie wyklarowała się do końca, ale wkrótce powinno się to zmienić. Zapraszam do zasubskrybowania feedu: www.siadlak.eu/feed

Mamy melodię, tylko nie w tonacji

Ostatnio zdarzyło mi się kilkukrotnie uczestniczyć w dyskusjach n/t rozwoju w Polsce. Zarówno rozwoju osobistego, jak i biznesowego. Przy takiej okazji rozmowa często schodziła na temat specjalistycznej literatury - zarówno w postaci drukowanych książek, jak i tzw. “blogów eksperckich”, których w Polsce jest wyjątkowo mało. Czytaj dalej »

Logowanie via SSH bez hasła

Nie, to nie będzie wpis informujący o tym, że logując się przez SSH nie trzeba za każdym razem wklepywać hasła.
Mam kilka kont z dostępem do shella, a wykonywanie rutynowych czynności umożliwiających bezhasłowe logowanie (jak to zwykle z rutyną bywa) zaczęło mnie nudzić. Napisałem prosty skrypt, który na kształt kreatora wyda wszystkie niezbędne plecenia.

HOWTO

Zakładam, że masz juz swój klucz publiczny. Jeśli nie - stwórz go, wydając w konsoli polecenie

ssh-keygen -t rsa

Generator zapyta o nazwe pliku i hasła. Możesz na wszystkie pytania odpowiedzieć Enterem, pozostawiając domyślne ustawienia.

Skrypt możesz zapisać na dysku kopiując jego treść z poniższej ramki. Dla wygody umieściłem go jednak na serwerze. Teraz wystarczy wpisać:

wget http://projects.ludwikc.net/passwordless_ssh
chmod +x passwordless_ssh
./passwordless_ssh

Po kolei:

  1. nazwa użytkownika konta ssh
  2. adres hosta
  3. port serwera (dafault’owo 22)
  4. hasło (2x)

Od tego momentu wystarczy wpisac w konsoli

./yourhostname.com

żeby połączyć się z serwerem bez podawania hasła (oczywiście ssh user@host też będzie działać bez zarzutu!)

Enjoy :)

Treść dla zainteresowanych:
#!/bin/sh
cd $HOME
echo "Passwordless ssh (v. 0.6)"
echo "Enter your ssh username:"
read user
echo "Host (or ip):"
read host
# Ports added in 0.4
echo "Enter ssh port: (press Enter if you don't know)"
read port
if port=NULL
then port=22
fi
echo "Wait for connection and type password for given username"
scp -P $port $HOME/.ssh/id_rsa.pub $user@$host:~/id_rsa-passwordless.pub
echo "Success: RSA key exported."
echo "Last with-password ssh login..."
ssh $user@$host -p $port "if [ -d $dotssh ]
then
echo "Success: Directory $HOME/.ssh/ exists."
else
echo -e "There is no $HOME/.ssh/ directory." && mkdir $HOME/.ssh && echo "Success: Directory $HOME/.ssh has been created"
fi &&
cat ~/id_rsa-passwordless.pub >> .ssh/authorized_keys && rm id_rsa-passwordless.pub && chmod 700 ~/.ssh && chmod 600 ~/.ssh/authorized_keys && exit"
echo "Authorization successful!"
# Added in 0.3 version - symlinks providing easier login
echo ""
if [ -d $HOME/.ssh/passwordless_login ]
then
echo "Directory $HOME/.ssh/passwordless_login has been created during last passwordless_ssh usage."
else
mkdir $HOME/.ssh/passwordless_login
fi
echo ssh $user@$host -p $port >> ~/.ssh/passwordless_login/$host
chmod +x ~/.ssh/passwordless_login/$host
ln -s ~/.ssh/passwordless_login/$host $host
echo "From now-on simply type ./$host, to log-in without password."
echo "Passwordless ssh by Ludwik C. Siadlak (http://ludwikc.net). GPL Licence. Have a nice day!"

UPDATE: v. 0.4 - Możliwość wyboru portu innego niż 22.
UPDATE: v. 0.5 - Powłoka zmieniona na /bin/sh dla kompatybilności z systemami *BSD.
UPDATE: v. 0.6 - Sprawdzanie katalogów (dzięki Jojo!) i domślny port połączenia. (Wersja passwordless_ssh-pl została zastąpiona oryginalną passwordless_ssh)

Niepotrzebne skreślić

Niepotrzebne skreślić - zapisać i zapamiętać. Może bardziej niż zapamiętać - nauczyć się stosować.
Ostatnio przyszło mi przeprowadzić kilka rozmów z siostrą na temat toksycznych jednostek. Zasada “Delete & forget” w kontekście stosunków międzyludzkich, a szczególnie wśród przyjaciół jest szczególnie trudna do “implementacji”. Bo w końcu jak rozpoznać kto, w gronie ludzi z którymi spędzamy najwięcej czasu jest dla nas toksyczny? Trudne, ale - możliwe. Każdy powinien znaleźć na to własny sposób. Mój jest bardzo prosty - przyjrzałem się liście moich znajomych. Z kim się dobrze czuję? Komu lubię pomagać, a w których przypadkach ta pomoc jest… No właśnie - tu jest problem. Czy nieskuteczna pomoc wynika z naszych umiejętności? Pomgamy przyjaciołom i znajomym w miarę naszych możliwości. Z kilku miliardów ludzi możemy wybrać cały zestaw znajomych. Z częścią z nich czujemy się fantastycznie, jednak pewnie znajduje się wśród pozostałej części kilka osób, które mają mnóstwo problemów i nie chcą skorzystać (w praktyce) z naszej pomocy.
Kiedy zaproponowałem siostrze rezygnację z opieki nad nimi wysnuła bardzo logiczny wniosek:

To bardzo egoistyczne podejście. Mamy rezygnować ze wszystkich znajomych, którzy mają problemy? Nawet jeśli nam na nich zależy?

Faktycznie, nie można. Ale jest na to równie logiczna riposta: Czy to, że zależy Ci na tej osobie nie wynika z Twojej “urażonej” ambicji, że nasza pomoc jest nieskuteczna?
Egoistycznym podejściem jest właśnie zawłaszczanie sobie wyłączności w opiece nad tymi ludźmi! Wracając do naszych 6 miliardów - wśród nich jest parę osób, które czekają na Twoich znajomych - oni chcą (i potrafią!) im pomóc!
Egoisto! Porzuć ludzi, którym nie możesz pomóc - pomóż im odnaleźć tych, którzy mogą!
A, jeszcze jedno - “pomóż im” nie znaczy szukaj dla nich. “Pomóż im” w tym przypadku oznacza tyle co pomóż im być odnalezionymi zostawiając ich samych sobie.

Dlaczego lubię pomagać?

Na swoim drugim blogu przy okazji tagowania wspomniałem, że lubię pomagać. Co więcej, czytając bloga mojej siostry zobaczyłem, że to u nas rodzinne. I ona również, tak jak ja, nie przepada za ciągłymi prośbami od tych samych osób.
Staram się być pomocny przyjaciołom, rodzinie, znajomym, ale nieznajomym również. Dlaczego? Powodów jest kilka, choć dotąd nigdy nie zastanawiałem się dlaczego tak się dzieje i z czego to wynika.
Moi znajomi utrzymują, że jestem zawsze uśmiechnięty. I faktycznie, jeśli na mnie spojrzeć, to raczej nie uświadcza się gorzkich łez i kwaśnej miny :). Dlaczego tak jest? Tutaj odpowiedź jest bardzo prosta: lubię przebywać wśród uśmiechniętych ludzi. A jeśli sam jestem uśmiechnięty, to udziela się to mojemu otoczeniu. Nader rzadko spotykam się z sytuacją, kiedy pytanie “Z czego się cieszysz?” jest naznaczone agresją. Uśmiech rodzi uśmiech.
Dokładnie tak samo jest z pomaganiem innym. Człowiek, który potrzebuje pomocy z reguły jest smutny. I znów wszystko sprowadza się do uśmiechu. Jeżeli chcę go rozweselić (a tym samym siebie, bo nic nie wprowadza mnie w tak dobry nastrój jak widok radosnych ludzi) to moim zadaniem jest pomóc mu w jego problemie. A jeśli pozbywasz się jakiegoś problemu - zawsze czujesz się lepiej, prawda? Pomoc budzi uśmiech.
Nie wiem dlaczego, ale pomaganie i świadomość, że przyjaciele wiedzą, że zawsze mogą na mnie liczyć, po raz kolejny wprawia mnie w świetne samopoczucie. Ta pomoc, na jaką mogą liczyć, to niemal wszystkie dziedziny życia, w jakich dysponuję adekwatną wiedzą. I nie ma znaczenia czy jest to case z zarządzania strategicznego, projekt z marketingu, problem z bazą danych, przygotowanie do egzaminu z PHP, prezentacja o zespole czy zwykły wypad do kina. Przyjaźń wyraża się uśmiechem.
W większości przypadków taka pomoc implikuje sprzężenie zwrotne. W więszkości, bo część osobników przywzyczaja się do tego, że ktoś im pomaga i swoją wdzięczność wyrażają poprzez żądanie kolejnej pomocy. Z doświadczenia wiem, że rzadko zdarza dostrzec się takie “wykorzystywanie“, dopóki nie stanie się nagminne. I np. na uczelni czy w szkole, gdzie dysponujesz pewną wiedzą, która przydałaby się nie tylko Tobie, częstokroć będziesz w ten sposób wykorzystywany. Dlatego też mimo wszystkich profitów dla nas samych, jakie przynosi pomaganie innym, należy uważniej obiektywniej obserwować nasze stosunki ze znajomymi, którym pomagamy. Zaobserwować, przeanalizować, a potem pomagać dalej! :)